Początkowo Niemcy uniknęły skutków pierwszego „chińskiego szoku", który najmocniej uderzył w inne kraje. Po przystąpieniu Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2001 roku tanie produkty z Państwa Środka zaczęły zalewać światowe rynki. W USA wiele regionów przemysłowych znalazło się pod presją. Dla tamtejszych pracowników Chiny stały się symbolem utraconych miejsc pracy i zamykanych fabryk.
Zobacz wideo Xi Jinping czeka na agonię USA
W Niemczech sytuacja wyglądała inaczej. Chińczycy kupowali niemieckie samochody i maszyny. Niemieckie koncerny budowały fabryki w Chinach, a firmy sektora małych i średnich przedsiębiorstw dostarczały specjalistyczne technologie. Wzrost gospodarczy Chin oznaczał również boom dla niemieckiego przemysłu. Dziś jednak ta relacja ulega odwróceniu.
Zdaniem Esther Goreichy, ekspertki ds. gospodarki w berlińskim instytucie badawczym Merics, „chiński szok 2.0" będzie miał daleko idące konsekwencje dla niemieckiej gospodarki, ponieważ dotyka obu filarów jej tradycyjnego modelu wzrostu: eksportu i produkcji przemysłowej. – Presja jest już odczuwalna w całym przemysłowym rdzeniu Niemiec – podkreśla.
Chiny dostarczają więcej, Niemcy sprzedają mniej








