9 lipca 2026, 15:06
Igor R. oraz Irina R. zostali skazani na 7 i 3 lata kary pozbawienia wolności - zdecydował Sąd Okręgowy w Sosnowcu. Małżeństwo miało w Polsce status uchodźców politycznych, a współpracowało z rosyjską bezpieką.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Sąd ogłosił wyrok w sprawie rosyjskiego małżeństwa w czwartek. Według ustaleń śledczych Igor R. od lutego do sierpnia 2022 r. współpracował z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSB) przeciwko Polsce. Mężczyzna gromadził i przekazywał informacje dot. rosyjskich działaczy opozycyjnych przebywających w Polsce, a także osób i instytucji udzielających im pomocy. Zgromadzone materiały dotyczyły pracowników polskiego MSZ, studentów i nauczycieli akademickich pochodzenia rosyjskiego, ludzi z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
"Igor i Irina R. przyjechali do Polski dzięki pomocy naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Mieli status uchodźców. W Rosji wobec Igora R. wszczęto postępowanie karne za uchylanie się od służby wojskowej, mężczyzna brał też udział w spotkaniach rosyjskich opozycjonistów i protestach przeciwko fałszowaniu wyborów. Małżonkowie dostali rządowe stypendia, studiowali na Uniwersytecie Śląskim. Irina dodatkowo dorabiała jako stylistka paznokci. Mieszkali w akademiku w Sosnowcu" - pisze sosnowiecka "Gazeta Wyborcza".Prokuratura Krajowa poinformowała, że Igor R. zgromadzone dane przekazywał swojej żonie Irinie R. na zaszyfrowanym elektronicznym nośniku pamięci w celu dalszego przekazania ich FSB w Rosji. Zadaniem kobiety było przekazanie danych w Rosji w rosyjskim służbom.Prokuratorzy oskarżyli również Igora R. również o to, że w lipcu 2024 r. - działając z dwojgiem obywateli Ukrainy oraz obywatelem Rosji - uczestniczył w nadaniu i zleceniu odbioru przewożonej przez firmę kurierską paczki z materiałem wybuchowym. ABW i policja dostały informację, że w magazynie InPost znajduje się podejrzana paczka. Znajdowały się w niej m.in. termos ze stali nierdzewnej, butelka z płynem chłodniczym do samochodu, "markery suchościeralne" i powerbank. W rzekomych markerach były wojskowe zapalniki. "Według specjalistów całość tworzyła tak zwaną bombę kumulacyjną. Powerbank, podłączony kablem do zapalników, miał wywołać eksplozję. A miedziana wkładka na dnie termosu miała wzmocnić efekt wybuchu. Zdaniem policyjnych specjalistów detonacja takiego ładunku mogła spowodować poważne uszkodzenia w infrastrukturze krytycznej" - pisała "Gazeta Wyborcza".








