Kilka tysięcy osób zgromadziło się w niedzielne południe na pierwszym w tym sezonie plenerowym Koncercie Chopinowskim w Łazienkach Królewskich. Zainteresowanie było tak ogromne, że już na pół godziny przed jego rozpoczęciem znalezienie wolnego miejsca do siedzenia graniczyło z cudem.

Wokół pomnika Fryderyka Chopina słuchacze zajęli wszystkie ławki i leżaki, ale też trawniki, na których rozłożyli przyniesione z domu koce. Niektórzy usiedli na kamiennym obramieniu niecki sadzawki przed monumentem, inni na schodkach i murkach otaczających rabaty obsadzone białymi i kremowymi różami. Nikogo nie przestraszyły kłębiące się nad Warszawą ciemne chmury, ani padający przez chwilę drobny deszcz.

- Dla nas to nie jest po prostu koncert, to nasz rodzinny rytuał. Kiedyś przyprowadzali mnie tu rodzice, potem ja przychodziłem z żoną i dziećmi, a dziś są tu z nami także nasze wnuki. Trzy pokolenia na jednym kocu - powiedział Waldemar Świtalski, emerytowany inżynier z Żoliborza.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny