Transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire spotkał się raczej w Polsce z chłodnym przyjęciem. Już wiemy, że wielka kariera polskiego napastnika się skończyła. Teraz przyszedł czas na schyłek na rubieżach piłkarskiego świata.

"Transfer bez prądu i ekscytacji" - komentuje Mateusz Ligęza z Radia Zet. W podobnym duchu wypowiadali się też goście Studia Mundialowego Sport.pl: Krzysztof Marciniak i Bożydar Iwanow. Ten pierwszy przypomniał, że wróciliśmy do kwestii, którą już wcześniej wyznaczaliśmy kapitanowi reprezentacji Polski, prognozując jego przyszłość po opuszczeniu Barcelony. – Na końcu zostajemy z wariantem A – stwierdził Marciniak. – Trafia do miejsca, gdzie będzie kochany. A to najważniejsze.

– Dziwimy się, że nie ma wielkiego "wow", że Robert trafia do Chicago Fire – stwierdził Iwanow. – Ale czy byłoby wielkie "wow", gdyby trafił do Al-Hilal, albo do Como, albo do Fenerbahce? Chyba musimy pogodzić się z tym, że to idzie w dół i mieć świadomość, że za dwa czy trzy lata będziemy go żegnać na Narodowym.

Transfer, który odziera kibiców z marzeń

Transfer Lewandowskiego do Chicago Fire odziera nas z marzeń. Polak już nie będzie śrubował rekordu swoich bramek w Lidze Mistrzów UEFA. Nie zobaczymy go już w meczu o punkty z gigantami europejskich boisk. Zniknie nawet z naszej telewizji kablowej. Żeby oglądać popisy Lewandowskiego w nowym klubie trzeba mieć subskrypcje serwisu streamingowego Apple TV. Na szczęście dla kibiców po sezonie 2025 platforma w porozumieniu z ligą zlikwidowała MLS Game Pass, czyli dodatkową opłatę za oglądanie MLS na żywo.