Ruchy Nawrockiego w sprawie Orderu Orła Białego przypominają te podejmowane przy programie SAFE. Podobnie prezydent działa w relacjach z USA, blokując ambasadorskie nominacje, awanse w służbach specjalnych. Na potęgę - z czysto partyjnych pobudek - sypie piach w koła nie rządowi, a całemu państwu.

Co by się stało, gdyby Karol Nawrocki poczekał z decyzją o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego do przyszłego poniedziałku? Ukraiński prezydent nie miałby powodu, by nie przyjeżdżać do Gdańska na organizowaną przez jego i polski rząd Konferencję Odbudowy Ukrainy. Rząd Donalda Tuska zanotowałby sukces. Choćby taki, że zaprzeczonoby pogłoskom, że Polska jest pomijana w rozmowach o pokoju i przyszłości Ukrainy.

Mam przeczucie, że właśnie dlatego Karol Nawrocki przyspieszył i – gdy wydawało się, że jakoś przeczekamy i wyciszymy awanturę o nazwanie imieniem bohaterów UPA jednej z jednostek sił specjalnych ukraińskiej armii - odebrał najwyższe polskie odznaczenie. A potem jego personel zaczął litanię złośliwości pod adresem Zełenskiego. Szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki bił rekordy pogardy wobec Ukraińców. Wyrażał radość, że orły wracają do domu (mając na myśli Ordery Orła Białego zwracane przez byłych ukraińskich prezydentów w geście solidarności z Zełenskim) i oburzał się przy tym, że Ukraińcy oddają cenne polskie odznaczenia lekką ręką, a kiedyś to ręce wyciągali do Polski o pomoc. Chciałbym mu przypomnieć, że Ukraińcy piąty rok stawiają czoła Rosji, która dopuściła się wobec atakowanego kraju aktów terroru i ludobójstwa.