Obława w Mierzawie trwała cztery dni. Dariusz R., były policjant, został zatrzymany niedaleko swojego domu. - Był wycieńczony długą ucieczką - słyszę.

Tekst aktualizowany.

Gdy w poniedziałkowy poranek, 22 czerwca, pojechałem do Mierzawy, małej miejscowości położonej przy trasie ekspresowej S7 między Krakowem a Kielcami, policjanci przeczesywali okoliczne pola, zarośla i zabudowania. W południe nastąpiło poruszenie.

- Chyba przechodził pod wiaduktem - usłyszałem w krótkofalówce, gdy pierwszy radiowóz przyjechał za gmachem ochotniczej straży pożarnej. Zaraz potem przyjechały trzy następne. Kilkunastu policjantów wymaszerowało przez łąkę w kierunku rzeki. Szybko jednak wrócili do samochodów, pojechali w inne miejsce - w kierunku drogi serwisowej przy ekspresówce i domu Dariusza R. Dojechała też karetka. To był finał poszukiwań. O godzinie 12.20 49-latek został zatrzymany.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.