Niech Karol Nawrocki się nie ośmiesza odebraniem Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Na większości Ukraińców nie zrobi to szczególnego wrażenia.
Autor, rocznik 1936, jest aktorem, reżyserem, scenarzystą, pisarzem i dramaturgiem
Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy w mojej ojczyźnie usłyszę słowa – i to wypowiedziane przez osobę powszechnie znaną, czołową dziennikarkę i prezenterkę jednej z najpopularniejszych stacji telewizyjnych – brzmiące tak, jakby były wypowiedziane 90 lat temu w nazistowskich Niemczech, już po ogłoszeniu tam ustaw norymberskich. I co gorsza, że słowa te nie wywołują powszechnego sprzeciwu. Nie mówiąc o braku przeprosin ze strony stacji telewizyjnej, w której pracuje dziennikarka. „Zastanawiam się, jak to możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim jest wiceministrem w polskim rządzie." Oto słowa wypowiedziane przez panią Dorotę Gawryluk. Niewiarygodne, nieprawdaż? Jakbyśmy żyli w państwie, gdzie o prawach obywatelskich decyduje etniczna przynależność do jednego (panującego?) narodu.
Swoją drogą, paradoksalnie, wypowiedź pani Gawryluk dotyczyła obecnego wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego Andrzeja Romana Szeptyckiego, którego praprababka była wnuczką Aleksandra Fredry, a kuzyni, dziadkowie ministra, to między innymi Stanisław Szeptycki, polski generał dowodzący armią w wojnie polsko-bolszewickiej, w 1920 roku, i wkraczający na czele polskich wojsk na odzyskany Śląsk w 1922 roku, a także uważany za „ojca narodu ukraińskiego" arcybiskup Andrzej Szeptycki oraz „Sprawiedliwy wśród narodów świata", błogosławiony Ojciec Klemens (Kazimierz Szeptycki), zakonnik ukraiński, który uratował w klasztorze rzeszę żydowskich dzieci, wśród nich Adama Rotfelda, naszego, w swoim czasie, ministra spraw zagranicznych.











