4 czerwca 2026, 19:31
Zwiedziłam wrak Titanica, zobaczyłam jego zrekonstruowane pokłady i przemknęłam przez przepastne kotłownie. Muszę powiedzieć, że to po prostu robi wrażenie. A wystarczyło tylko pójść do Fabryki Norblina w Warszawie i założyć niepozorne gogle VR. Jeszcze ciekawiej było, kiedy przyszła pora na "Gladiatora".
Domena publiczna
Trudno mi powiedzieć, że zwiedziłam wystawę "Titanic. Echa przeszłości" albo że obejrzałam instalację "Gladiator. Legendarna arena". Przede wszystkim dlatego, że przejście tych programów jest pełnoprawnym doświadczeniem, które działa na różne zmysły. Gdyby ktoś w warszawskim Metaverse w Fabryce Norblina jeszcze zaczął rozpylać jakieś zapachy albo włączył klimatyzację na mocne dmuchanie, mogłoby się zrobić nawet trochę niebezpiecznie. W dużym skrócie: czułam się trochę, jakbym chodziła po otwartym świecie nieco oldskulowej gry komputerowej albo wtargnęła na bardzo rozbudowany plan filmowy. I to była świetna zabawa!
Zwiedziłam wrak TitanicaPusta sala, a na podłodze pełno kresek i kropek. Kilka znaczków na białych ścianach i to mniej więcej wszystko. Gdyby nie tematyczne dekoracje przed wejściem, które imitują dziób statku i kolumny z rzymskiego Koloseum, można by pomyśleć, że to jakiś opuszczony magazyn. Na pierwszy rzut oka niewiele zapowiada, że już za chwilę w takich okolicznościach przyrody będzie można przenieść się w zupełnie inne miejsce. A do tego wystarczy założyć tylko gogle VR i dać się ponieść temu, co się dzieje przed naszymi oczami.













