Z małej grupy, eskortowanej przez policję i atakowanej przez nacjonalistów, wyrósł wielki pochód wspierany przez miasto i tysiące mieszkańców.

Za pierwszym razem uczestników było mniej niż policjantów. Dla bezpieczeństwa mieli zostawić tęczowe flagi w siedzibie straży miejskiej. Szli w kordonie funkcjonariuszy uzbrojonych w tarcze, hełmy, pałki i gaz pieprzowy. Na wrocławskim Rynku już czekało około 150 nacjonalistów.

– Rynek był cały czarny – opowiadał "Wyborczej" Anna Piotr Smarzyński z Kultury Równości. – A nas garstka, jakieś 200-300 osób, która jeszcze stopniała o połowę, zanim tam doszliśmy. No bo jak się nie bać, gdy podbiegał koleś i krzyczał nam prosto w twarz „Znajdziemy was ku...wy, pozabijamy w domach".

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny