Swój niepowtarzalny klimat zawdzięcza w dużej mierze pięknym azulejos. To w nich zapisana jest historia miasta, dlatego za wszelką cenę trzeba je chronić. Czasem nawet przed samymi Portugalczykami.

Pierwszy raz przyjechałam do Porto 10 lat temu. Dzięki stypendium spędziłam tu grubo ponad pół roku. Gdy znajomi pytali mnie, co sądzę o mieście, mówiłam: „malownicza ruina". Bo to nie była pocztówka – na każdej uliczce zniszczone kamienice, czasem stały tylko ich fasady. Nawet w centrum były budynki, w których np. zawalił się dach. Ale to miało swój urok. Byłam zachwycona klimatem.

Spacer po Porto zawsze był niespodzianką. Ciągle odkrywałam nowe wzory azulejos na fasadach, ciągle też wyrastały nowe „szczyty" do zdobycia. Miasto leży na wzgórzach i wszystko jest blisko, więc zwiedza się je pieszo i pod górę. Forma robi się sama. Chyba tylko na plażę jeździłam metrem.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

skrót wydarzeń piątku