Awansowała i szybko spadła - Arka Gdynia, beniaminek, właśnie pożegnała się z Ekstraklasą. - W kilku miejscach pomyliliśmy się - przyznaje w rozmowie ze Sport.pl prezes klubu Wojciech Pertkiewicz. Kto zawiódł? Dlaczego nie dało się dograć sezonu z trenerem Dawidem Szwargą? Ilu zawodników może rozwiązać kontrakty? Co było "mocno zaniedbanym" tematem?

Wojciech Pertkiewicz z Arką do Ekstraklasy awansował dwukrotnie. Teraz jednak jego klub w najwyższej klasie rozgrywkowej utrzymał się tylko przez sezon - Gdynianie z dorobkiem 36 punktów zajęli przedostatnie miejsce, do bezpiecznego Piasta Gliwice tracili pięć. Dlaczego spadli? Co nie zadziałało? Pertkiewicz nie unika odpowiedzi na najważniejsze pytania.

Kacper Sosnowski: Ten spadek to wynik wyrównanej Ekstraklasy i jej spłaszczonej tabeli czy słabości Arki?

Wojciech Pertkiewicz: Pewnie spotkamy się pośrodku tych wszystkich elementów. Liga rzeczywiście była wyrównana. To dawało większą szansę na utrzymanie, nie było dużego rozwarstwienia. Wiedzieliśmy, że przystępujemy do sezonu z najniższym budżetem płacowym w Ekstraklasie. Nie mogliśmy wydać pieniędzy na duże transfery, ani zapewnić takich płac, jak na przykład w klubach miejskich - Piaście Gliwice czy GKS Katowice. Szukaliśmy swoich przewag w innych miejscach: w pracy trenera, w pozyskiwaniu graczy. Wiemy już, że w kilku miejscach żeśmy się pomylili. Głównie chodzi mi właśnie o sprawy transferowe. Jest jeszcze jeden element, czyli łut szczęścia. Nawet jeśli to jest 10 proc., to my szczęścia zupełnie nie mieliśmy. Mieliśmy za to nieszczęśliwe decyzje sędziowskie, koszmarną stratę punktów w meczu z Legią Warszawa, w krytycznym momencie, gdy wydawało się, że mecz jest zamknięty. Mieliśmy nieszczęśliwe pudło Sebastiana Kerka z Górnikiem - tych pechowych meczów było więcej. To nie tłumaczy naszego spadku, ale jest jednym z jego elementów. Z tego powodu uciekło nam kilka punktów, które właśnie mogły to utrzymanie dać.