Gdy przychodził do Lecha, zdaniem wielu miał być tylko rezerwowym, a stał się jedną z najważniejszych postaci drużyny. Leo Bengtssonowi spodobała się Ekstraklasa. - Jakość drużyn, atmosfera na stadionach, wielu kibiców... To mnie bardzo zaskoczyło. Jest naprawdę świetnie - deklaruje.

Gdy Lech Poznań w lipcu ubiegłego roku ogłaszał pozyskanie Leo Bengtssona z cypryjskiego Arisu Limassol za kwotę rzędu 800 tysięcy euro, wśród kibiców panowało przekonanie, że do klubu trafia zawodnik mający jedynie załatać dziurę po kontuzjowanych Patriku Walemarku i Danielu Hakansie, a także stanowić alternatywę dla Alego Gholizadeha. Gdy do stolicy Wielkopolski trafił także Luis Palma, to przekonanie tylko się pogłębiło. Jak się okazało - niesłusznie.

76 proc. - tyle meczów w podstawowej jedenastce "Kolejorza" na boiskach ligowych rozegrał szwedzki skrzydłowy. Łącznie 33 razy zagrał w Ekstraklasie, zdobywając sześć bramek i notując trzy asysty. Małą cegiełkę dołożył także w Lidze Konferencji, gdzie raz trafił do siatki. Po jednym golu strzelał również w eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Bez wątpienia można go nazwać cichym bohaterem mistrzowskiego Lecha.