To film, który przypomina nam, że obok nas są wrażliwe istoty czujące. Ale nie jest to medytacyjna opowieść o ich przeżyciach, tylko niesamowicie wciągająca opowieść o drzewach i ludziach.
To chyba pierwszy film w historii kina, po którym, w napisach, wymieniono rośliny, które w nim występują. I chyba pierwszy film fabularny, w którym widzimy zapłodnienie drzewa. Pierwszy, w którym dostojny, stary miłorząb odgrywa tak ważną rolę. Film, który przypomina nam, lub uświadamia, że wokół nas żyją cisi świadkowie, którzy nie tylko śledzą nasze życie, lecz emocjonują się naszą obecnością. Jeśli teraz myślisz, że nie masz ochoty na smętne, medytacyjne opowieści o drzewie i jego przeżyciach, to spieszę donieść, że nie jest to film nudny – nawet ja, która szybko przysypiam w kinie, ani razu nie przymknęłam oka, lecz dałam się wciągnąć w tę opowieść o drzewach i ludziach.
Materiał promocyjny
Węgry
Listy













