Dawno nie zaprezentowaliśmy na Eurowizji tak dobrej, rozumiejącej obecne czasy piosenki. Nawet jeśli znajdziemy się daleko w finale, to już jesteśmy zwycięzcami.
Oglądanie półfinałów Eurowizji 2026 było całkiem przyjemne. Słuchanie ich – niezbyt. Brakowało bowiem utworów charakterystycznych, zaskakujących i wciągających. Innych.
Podpisuję się pod słowami mojego redakcyjnego kolegi, Jarka Szubrychta, który napisał po drugim półfinale, że najlepiej wypadł JJ, występujący gościnnie zeszłoroczny zwycięzca. Od siebie dodam również, że zarówno w pierwszej, jak i drugiej odsłonie rywalizacji znacząca większość uczestniczących państw częściowo lub całkowicie opierała się na schematach, które dały wygrane JJ-owi i Nemo. Do tego aspekty performerskie występów na ogół bazowały na sprawdzonych eurowizyjnie chwytach, przez co miało się wrażenie oglądania powtarzającego się wydarzenia.
skrót wydarzeń piątku
kalendarium












