NBA Europe ma ruszyć już jesienią 2027 roku, ale negocjacje napotkały nieprzewidziane trudności. Okazało się, że europejskie kluby piłkarskie, które miały uczestniczyć w przedsięwzięciu, nie chcą przyjąć roli posłusznych franczyzobiorców.

Zainteresowanie NBA Europe okazało się ogromne. Liga zza Oceanu dostała 120 wstępnych zgłoszeń do projektu. Chętni oferują od 500 mln do miliarda dolarów, a liga przecież ma liczyć w pierwszym etapie co najwyżej 12 stałych klubów i cztery wyłonione z eliminacji. Gdy jednak rozpoczęły się negocjacje, okazało się, że interesy stron się mocno rozjeżdżają. I nie chodzi tylko o podział zysków.

NBA liczyła na kluby piłkarskie

Do negocjacji NBA zaprasza m.in. obecne kluby Euroligi i marki znane z piłkarskich boisk. Te ostatnie nawet preferuje. Chodzi o to, żeby z nowym projektem dotrzeć do szerokiej bazy kibiców. A te kluby właśnie ich mają w dużej liczbie. To świetnie sprawdziło się w przypadku kobiecych lig piłkarskich. Kiedy wreszcie tę rywalizację zaczęły traktować poważnie takie firmy jak FC Barcelona, Real Madryt, Arsenal, Manchester City czy Bayern Monachium, frekwencja na meczach pań gwałtownie skoczyła.